środa, 10 października 2012

#4

Siedziałam tak w tym samolocie i czekałam aż ruszymy. Czekałam i czekałam az się doczekałam. Stewardessa kazała zapiąć pasy. Zapięłam pasy i zaczął się lot. W sercu miałam rozpacz ze opuszaczam rodziców ze się z nimi nie pożegnałam, ze oni o tym nie wiedzą. Lot miał trwać cztery godziny lecz się przedłużył w L.A. byłam na godzinę 10:30. Postanowiłam zamówić taksówkę aby zawiozła mnie pod wskazany adres. Na szczęście znałam dobrze angielski. Kiedy jechałam taksówką podziwiałam Los Angeles. Było cudowne nie to co dotychczas widziałam. To miasto jest magiczne.
Gdy dojechałam do hotelu od razu włączyłam laptopa i sprawdziłam czy mama jest dostępna. Na szczęście była, od razu do niej zadzwoniłam. Mama była zdziwiona ze wzięłam laptopa do niby koleżanki. Mama wiedziała że jest coś nie tak.
  -Mamo. Musze ci się do czegoś przyznać. Ja jestem w Los Angeles.
  -Oj córciu niezły żart.
  -Ale ja nie żartuje. Ja jestem w Los Angeles.
  -Przestań zachowywać się jak dziecko.
  -No ale..
I nagle mama się rozłączyła. Pierwszy raz nie była zmartwiona. Jakby jej nie obchodziło co robię i gdzie jestem. Hotel jest bardzo drogi raczej tu długo nie zostanę. Może parę dni do puki nie znajdę czegoś tańszego. Postanowiłam pójść na miasto. Chciałam mniej więcej wiedzieć gdzie co jest. Na szczęście miałam przy sobie mapę okolicy w której się znajduję. Miałam szczęście bo byłam w samym środku L.A.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz