środa, 10 października 2012

#1

SSłonce padała przez okno na moją twarz więc wstałam. Usiadłam na krawędzi łóżka i zaczełam rozmyślać. A co jak mi się nie uda? Jka nie pojadę do L.A? A co jesli pojadę i dam plamę? Pół godziny rozmyślałama nad tym. W końcu przestałam i popatrzyłam na zegarek. Było zaa piętnaście ósma. Na szczęście to był trzeci dzień wakacji więc nie musiałam w pośpiechu pakowac tornistra, szybko się ubierać i lecies na autobus.
Poczułam jak cos się pichci w kuchni i zeszłam tam. Moja radosna mama rozstawiała śniadanie. Zapytałam czy jej pomóc, odpowiedziała ze nie, więc wyszłam do ogródku. Zobaczyłam tatę naprawiał coś w garażu. Podeszłam pewny krokiem i zapytałam się:
   -Co z tym biletem tato?
   -Córciu, powiedziałem ci ze jak będe wiedział to ci powiem.
   -No, ale ile jeszcze mam czekać?
   -Tyle ile trzeba.
   -Zuza jakoś mogła wyjechać do Londynu, a mnie ciągle traktujecie jak dziecko! Jesteś nie fair.
   -Shelly, ale  ty nie jesteś Zuza. Zuza była inna była rozsądna, a ty się zachowujesz jak dziecko cię
     tak traktujemy.
Nic nie odpoweidzałam i poszłam na spacer. Zadzwoniłam po Luizkę czy by ze mną nie wyszła. Niestety się jej nie chciało. Now właśnie wszyscy mnie olali... Nie mam komu się wyżalić. Tęsknie za Zuzą tylko ona mnie rozumiała.
Po godzinie rozmyśleń wruciłam do domu. Mama pytała się dlaczego nie przyszłam na śniadanie, a ja nic nie odpowiedziałm i poszłam do pokoju. Podeszłam do okna
i otworzyła kuferek z pieniędzmi. Przeliczyła je i wyszło jej 3450 zł. Pomyślała starczyło by na bilet do L.A. i wynajem pokoju.
Kiedyś to zrobię, kiedyś ucieknę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz